kardynał Gerhard Müller o zaślepieniu biskupów

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

 

Z JEm. ks. kard. Gerhardem Müllerem, prefektem Kongregacji Nauki Wiary, rozmawia Sławomir Jagodziński

Zakończony synod biskupów na temat rodziny i jego oddźwięk w światowych mediach wywołał pewne zaniepokojenie wśród katolików, także w Polsce. Pojawiły się pytania, czy to możliwe, aby Kościół zmienił swoje nauczanie w takiej kwestii, jak np. nierozerwalność małżeństwa. Księże Kardynale, czy był na synodzie taki moment, w którym depozyt wiary, doktryna wiary, nauczanie o małżeństwie i rodzinie były zagrożone?

– Jest wiele mediów, ale jest tylko jeden Mediator, czyli Jezus Chrystus i Jego Ewangelia. W związku z tym Słowo Boże nie może być nigdy w jakiś sposób pominięte i nie może zostać naruszone w jakimkolwiek swoim fragmencie. Musi być w całości przyjęte. Kościół ani przed, ani w czasie, ani po synodzie nie może zmienić tego, co wypływa z nauczania Chrystusa. W odniesieniu do małżeństwa określają to przede wszystkim słowa: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Synod został zwołany przez Papieża Franciszka, aby wzmocnić rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie, a nie po to, aby ją osłabić. Chcemy lepiej pomóc jej duszpastersko. To był cel obrad, a nie zmiana doktryny.

Niestety, we współczesnych społeczeństwach różne środki przekazu, organizacje międzynarodowe czy wręcz rządy różnych krajów próbują siać zamęt w głowach ludzi. W wielu państwach relacje międzyludzkie są niszczone, i to dotyczy także chrześcijańskiego wzoru małżeństwa i rodziny. Relatywizuje się prawdę o małżeństwie i rodzinie. Te tendencje niestety przenoszą się także w jakiś sposób na Kościół i biskupów, na których próbuje się wywierać presję. Dlatego tak ważne jest, aby pamiętać w tym wszystkim o wymiarze zbawienia, bo on nas ochroni przed zamętem. Mamy Chrystusa i Ewangelię. To jest dla nas punkt odniesienia, fundament dla właściwej i jedynej nauki Kościoła. Także, a może przede wszystkim w kontekście moralnego nauczania Kościoła, również w odniesieniu do życia małżeńskiego i rodzinnego.

Jak wierni mają odbierać takie informacje, że na synodzie pojawiły się głosy biskupów, które stały w sprzeczności z nauczaniem Kościoła? Można odnieść także wrażenie, że właściwie i w Kościele można już głosować nad wszystkim…

– Ważne jest tu zrozumienie pewnej zasadniczej różnicy. Otrzymaliśmy prawdę od Boga i możemy ją przyjąć, zaakceptować, ale nie możemy na jej temat urządzać wyborów. Nad prawdą się nie głosuje, tylko się ją rozpoznaje. Oczywiście Papież i biskupi zastanawiają się, w jaki sposób można tę prawdę przekazać wierzącym, jak w duszpasterstwie ją czytelnie i skutecznie prezentować, w którym kierunku iść, a w którym nie. Ale nigdy nie było takiej debaty, której celem byłoby zmienianie tej prawdy. To jest ten niuans, który trzeba zauważyć, aby też zrozumieć kolegialność Kościoła. Trzeba jednocześnie dostrzegać to, że przekaz medialny bardzo często próbuje też w jakiś sposób wpłynąć na interpretację prawdy. I to się uwidoczniło także w czasie obrad obecnego synodu.

Właśnie, w tym przekazie medialnym znalazło się bardzo mało miejsca na podkreślenie wsparcia Kościoła dla rodzin starających się być wiernymi ideałowi katolickiego małżeństwa. Czy nie ma takiej obawy, że synod ten zostanie przez to zapamiętany bardziej jako synod o rozwodnikach i homoseksualistach niż o rodzinie?

– To byłby fałszywy obraz obrad. Synod o rodzinie zakładał od razu, że rodzinę stanowi w pierwszej fazie małżeństwo mężczyzny i kobiety, i to małżeństwo ustanowione w wymiarze sakramentalnym przez Chrystusa, a w następnej fazie i dzieci, które w nim przychodzą na świat. Skoro tematem synodu jest taka właśnie rodzina, to nie mogą być nim w żadnej mierze związki jednopłciowe. To byłby absurd.

Trzeba sobie też uświadomić, że jeśli chodzi o samo pojęcie małżeństwa, to dla Kościoła jest tylko jedno prawdziwe małżeństwo – sakramentalne. Nie liczą się tu małżeństwa cywilne. One oczywiście w świecie funkcjonują, ale w wymiarze Kościoła nie stanowią jakiegoś meritum. Stąd też na płaszczyźnie nauczania wiary nie można mówić o rozwodach jako takich, bo w Kościele takich nie ma. Dopóki żyją oboje małżonkowie, to ważnie zawarte małżeństwo trwa. Dlatego trudno, aby synod zajmował się rozwodami. Problematyka rozwodów cywilnych nie jest zatem de facto problemem należącym do istoty tematu o katolickiej rodzinie.

Ale niestety rozwody dotyczą też osób, które są katolikami…

– Oczywiście, niestety tak się dzieje. Ale jest wiele takich przypadków, że jeden z małżonków zostaje porzucony przez drugą stronę. Jest osobą opuszczoną, a Kościół absolutnie nie odrzuca takich osób. Jest zobligowany zajmować się wszystkimi dziećmi Bożymi, jest też zobligowany do tego, żeby się opiekować nimi, i to czyni. Są przecież różne sytuacje życiowe. Czasem też zawierane są nowe związki cywilne i z tych związków pojawiają się dzieci… Ale zarówno w sytuacji niezawinionej przez jednego z małżonków, jak i zawinionej, gdy ktoś zostawia małżonkę lub małżonka, Kościół nie może zaoferować czegoś innego niż to, co jest zgodne z depozytem wiary, którego jest stróżem. A to jest oferta, która musi się mieścić w ramach wymiaru sakramentalnego. Na bazie tego trzeba szukać rozwiązań. Nie można oferować czegoś, co nie wypływa z fundamentu Ewangelii i nie jest oparte na Jezusie Chrystusie.

Niestety, są przedstawiciele Kościoła, a nawet biskupi, którzy dali się w jakiś sposób oślepić, na których zlaicyzowane społeczeństwo tak wpłynęło, że odciągnęło ich od tego głównego tematu czy od nauki Kościoła opartej na objawieniu. Zaczęli się zastanawiać nad różnymi możliwościami, czy to albo to byłoby możliwe, zapominając o fundamencie… Być może proponowanie pewnych wątpliwych rozwiązań jest kwestią ich zaangażowania w trudne sytuacje, w jakich znaleźli się ludzie, być może kieruje nimi chęć pomocy drugiemu człowiekowi… Wszystko to szlachetne, ale trzeba zawsze pamiętać, że jest jedna „agenda”, którą mamy, agenda Kościoła, która opiera się na przekazanym objawieniu Boga w Jezusie Chrystusie. A to jest właściwie wszystko, co mamy najważniejszego, gdy to się gubi, gubi się także inne aspekty.

Pojawiły się takie głosy, że po tym synodzie Kościół wkroczył na „drogę nowego otwarcia się na homoseksualistów”. Brzmi to tak, jakby Kościół miał zamiar akty homoseksualne przestać nazywać grzechem i je potępiać?

– Oczywiście dla Kościoła punktem wyjścia jest zawsze relacja miłości mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny. Kościół na tej relacji się opiera i buduje swoją naukę społeczną, także naukę moralną, czyli również całą naukę o ludzkiej seksualności. Zdarzają się sytuacje, że jakaś osoba przyciąga swoją seksualnością osobę tej samej płci. I ta skłonność sama w sobie nie jest jeszcze tematem pierwotnym Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że „osoby homoseksualne są wezwane do czystości”. Papież Franciszek powiedział, że nie próbuje tworzyć jakiejś nowej nauki Kościoła, ale próbuje ukazać, że nikt nie ocenia osób, które w rozumieniu Kościoła gdzieś pobłądziły i mają tendencje homoseksualne. Nikt nikogo z nich nie przekreśla, dalej są takimi samymi ludźmi we wszystkich wymiarach. Ale trzeba powiedzieć z całą wyrazistością, że negatywnie oceniane są przez Kościół akty homoseksualne. Czyli czynny udział w takim akcie homoseksualnym nie jest dopuszczalny! I Kościół nigdy z takiej oceny nie zrezygnuje. Są one sprzeczne z prawem naturalnym i jest to grzech.

Warto w tym miejscu podkreślić jeszcze jedno. Ojciec Święty mówił też o tym, że nie ma żadnego homoseksualnego lobby w Watykanie. To są jakieś wymysły dziennikarzy. Użyję pewnego obrazu. Mamy przecież Dziesięć Przykazań danych nam przez Boga. Tak samo można by powiedzieć, że istnieje jakieś lobby tych, którzy nie czczą ojca i matki, tych, którzy nie święcą dnia świętego itd. Myśląc tak, można by stworzyć 10 grup w odniesieniu do każdego z przykazań Bożych. To zupełny absurd. Nie możemy o czymś takim mówić. Grzech taki czy inny zawsze pozostanie grzechem, ale jakieś generalizowanie tego jest nieuprawione. Bo przecież nigdy nie będzie jakiejś „wspólnoty grzeszników” w sensie takim, w jakim jest wspólnota świętych. Dlaczego? Z jednej przyczyny: grzech dzieli ludzi między sobą, a nie łączy. Ludzi prawdziwie łączy jedynie miłość Boga i drugiego człowieka i to tworzy właśnie tę wspólnotę wszystkich świętych. Ona stanowi dla nas taki wzór, do którego mamy dążyć.

Jakie słowa Ksiądz Kardynał przekazałby rodzinom, które choć przeżywają kryzysy, borykają się z problemami, to starają się być wierne chrześcijańskiej wizji małżeństwa?

– Katoliccy rodzice, chrześcijańscy rodzice żyjący w wierności małżeńskiej są wyrazicielami miłości Bożej, i to jest najważniejsze. To daje nadzieję. Bez miłości nie ma życia, a bez życia nie ma przyszłości. A to wszystko spełnia się w rodzinach. Kościół chce was wspierać. Kościół o was nie zapomina. Kościół na was liczy, na wasze świadectwo ewangelicznego życia.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński tłum. ks. Sławomir Śledziewski

Nasz Dziennik

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s